Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 października 2010

Awokado

Taką pogodę to ja lubię... No może trochę zbyt wietrznie, ale jesień na razie jest cudowna. Na nowo odkryłam uroki Lasu Kabackiego. W lato ciężko było tam wejść bo było gęsto od komarów. Robaka zawijałam w moskitierę ale sama ulegałam pożarciu, więc nie bywałam tam zbyt często. Teraz jeszcze komary bywają, ale już nie są dokuczliwe. Za to kolory, cisza i bujanie wózkiem po nierównej drodze są niezastąpione. Wczoraj zawędrowałam tam z koleżanką, a dzisiaj zrobiłam samotną powtórkę i póki będzie przyzwoita pogoda na pewno zamiast łazić po betonowych osiedlach będę wędrować do Kabat.






Na jesienny wieczór, postanowiłam zrobić coś szybkiego i smacznego. Wczoraj upolowaliśmy awokado, w zamrażarce od jakiegoś czasu czekała na dojedzenie paczka krewetek - padło więc na łódeczki awokado.
Żeby je przygotować nie potrzeba zbyt wiele. Dla dwóch osób musimy mieć:

1 awokado - miękkie, dojrzałe
2 garści krewetek - obojętne czy będą mniejsze czy więsze - to tylko kwestia estetyczna :)
2 ząbki czosnku
sok z cytryny
chilli
1 pomidor - u mnie malinowy
trochę koperku
łyżeczka majonezu

Awokado przekrajamy na pół, usuwamy pestkę i wydrążamy miąższ łyżką. Kroimy go w kostkę (warto skropić miąższ sokiem z cytryny, inaczej może nieapetycznie ściemnieć). Podobnie kroimy pomidora, siekamy koperek i dodajemy do miski z pozostałymi składnikami. Krewetki zamrożone wrzuciłam na patelnię z oliwą i posiekanym czosnkiem, podsypałam chilli i podlałam sokiem z cytryny. Odrobinę posoliłam i popieprzyłam. Czekałam w nieskończoność aż odparują ;)
Jak już odrobinę przestygły dodałam je do miski, wszystko wymieszałam z majonezem i przełożyłam do skorupek po wydrążonym awokado. Na wierzch położyłam koperkowy wiecheć dla ozdoby ;)
PYSZNOŚCI, ledwo zdążyłam zrobić fotkę i już pożarliśmy kolację popijając czerwonym wytrawnym...


niedziela, 29 sierpnia 2010

Koniec lata

Jesień czuć już w powietrzu. W zimnych porankach i wieczorach, w wietrze który nagle zaczął porywać mi kocyk z wózka i czapkę z głowy mojego Robaka.
Szczerze mówiąc to się nawet cieszę. Wszystko ma swój czas a lato mnie porządnie wymęczyło. Miłą odmianą jest nie dyszeć z gorąca w ciągu dnia i spać opatulonym w ciepłą kołdrę, zamiast pocić się pod prześcieradłem. Poza tym takie chłodne (jeszcze nie zimne) dni, kiedy świeci słońce są naprawdę przyjemne, kolory jeszcze całkiem nasycone i jakoś tak optymizmem mnie generalnie napawają :)

Tak więc dzisiaj po spacerze na którym trochę zlał nas deszcz, zjedliśmy całkiem ciepły obiad :)
Główną rolę grały kotlety mielone mojej mamy - zdobyczne z wczorajszej wizyty. Zrobione zostały na moje specjalne życzenie bo je bardzo lubię - są z mięsa drobiowego i nadziewane w środku smażonymi pieczarkami z cebulką - pychota. Tak więc nie takie zabójczo niezdrowe, bo drobiowe i tylko obsmażone, a później pieczone w piekarniku.
Do tego zrobiłam sałatkę która na naszym rodzinnym stole gości wyjątkowo często, bo wszyscy ją lubią. Mój sporo młodszy kuzyn ostatnio zaskoczył mnie stwierdzeniem, że kojarzy mu się ze świętami. Mnie zupełnie się tak nie kojarzy, ale ja jestem starsza, być może faktycznie ostatnio sałatka z cieciorką gości u nas na każdą okazję :)

Do zrobienia sałatki potrzebujemy:

puszkę ciecierzycy 
(zawsze biorę z puszki, bo zwyczajnie nie mam czasu na namaczanie, gotowanie itp)
kilka suszonych pomidorów z oleju
ogórek zielony
pół pęczka świeżej bazylii
garść pestek z dynii 
oliwa , sok z cytryny (po łyżce, czy dwie), sól i pieprz na sos

Ciecierzyca wędruje do miski razem z pokrojonym w półplasterki ogórkiem, pokrojonymi w drobne paski pomidorami i posiekaną bazylią. Pestki dyni należy podprażyć na suchej patelni i dodać do sałatki. Dla mnie muszą być koniecznie prażone - zyskują fajną chrupkość i bardzo orzechowy zapach. Składniki sosu wymieszać - powstanie ładna emulsja i zalać sałatkę. Odstawić na 10-15 minut żeby się przegryzła.
Mam w domu oliwę z dyni która jest przepięknie zielona i powinna się dobrze z tą sałątką komponować - spróbuję następnym razem.
A dziś wyglądało to tak:



piątek, 13 sierpnia 2010

"Hot town, summer in the city "

Mamy piękne lato, temperatury prawie tropikalne. Gdyby można było siedzieć na plaży nad morzem lub nad jeziorem zapewne byłoby cudownie. Ale jestem uwięziona w dużym betonowym mieście i jedynym wytchnieniem bywa balkon i to na dodatek po południu, kiedy słońce przetoczy się już na drugą stronę naszego bloku...
Z utęsknieniem czekam na wieczór, kiedy można wreszcie odetchnąć świeżym powietrzem.

Dlatego na dobry (mam nadzieję) początek - sałatka na upalne wieczory w mieście. Odświeżająca i ochładzająca. Zaczerpnięta z programu Nigelli Lawson - być może odrobinę zmieniona bo robiłam ją z pamięci :) Dla mnie świetna bo jak mówią "ze słodyczy najbardziej lubię śledzia" a ta sałatka łączy słodkości z pikantnymi smakami.



Potrzebne będą:
arbuz
ser feta
czarne oliwki
czerwona cebulka
sok z limonki
świeża mięta

Arbuza kroimy na spore trójkąty, w podobne kawałki kroimy fetę. Cebulkę pokrojoną w piórka zalewamy sokiem z limonki dzięki czemu straci swoją ostrość. Po odciśnięciu cebuli sok zużyjemy do wykonania dressingu - trzeba go wymieszać z oliwą z oliwek. Liście mięty rwiemy na kawałki.

Mieszamy ze sobą delikatnie wszystkie składniki i polewamy dressingiem - smacznego :)